Strona główna  /  Z życia Kościoła  /  Rok 2023  /  Beatyfikacja rodziny Ulmów

Beatyfikacja rodziny Ulmów

10 września br. w Markowej na Podkarpaciu odbyła się bardzo oczekiwana beatyfikacja rodziny Ulmów, która została zamordowana przez Niemców za ukrywanie Żydów.

Na uroczystości do Markowej przybyło ponad 30 tys. osób z całej Polski, ale też z zagranicy, w tym zorganizowane grupy z Litwy, Słowacji, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Włoch i Niemiec, a nawet z Bermudów. Obecni byli prezydent RP Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki oraz m.in. naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

Mszy św. beatyfikacyjnej przewodniczył kard. Macello Semeraro, prefekt watykańskiej Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, w koncelebrze z ponad setką biskupów z kraju i zagranicy oraz wieloma kapłanami.

Metropolita przemyski abp Adam Szal poprosił o włączenie do spisu błogosławionych rodziny Ulmów, na co przewodniczący liturgii kard. Semeraro wypowiedział, cytując list Ojca Świętego, m.in. następujące słowa:

„Naszą władzą Apostolską zezwalamy, aby odtąd Czcigodni Słudzy Boży, Józef i Wiktoria Ulma, małżonkowie wraz z ich siedmiorgiem dzieci, wierni świeccy, męczennicy, którzy jako dobrzy Samarytanie, bez lęku złożyli ofiarę ze swojego życia ze względu na miłość do braci oraz przyjęli do swojego domu tych, którzy cierpieli prześladowanie, obdarzeni byli tytułem Błogosławionych i aby corocznie obchodzono ich wspomnienie dnia 7 lipca, w miejscach i w sposób określony przez prawo (…)”.

Potem nastąpiło odsłonięcie obrazu beatyfikacyjnego rodziny Ulmów oraz wybrzmiał radosny hymn „Chwała na wysokości Bogu”.Obraz, którego autorem jest artysta malarz Oleg Czyżowski, przedstawia Józefa i Wiktorię wraz z ich dziećmi na tle letniego pejzażu. W tle po lewej stronie umieszczono dom rodzinny Błogosławionych, natomiast w tle po prawej widoczne są ule i sad, czyli motywy nawiązujące do zainteresowań ogrodniczych Józefa Ulmy. Wiktoria została przedstawiona w stanie błogosławionym, jednocześnie trzymając na rękach najmłodszą córkę Marysię. Józef stoi po prawej stronie obrazu i trzyma w dłoniach gałązkę palmową, symbolizującą ich męczeńską śmierć. Na pierwszym planie widoczne są pozostałe dzieci.

W homilii kard. Marcello Semeraro zwrócił uwagę, że wyjątkowość uroczystości polega na wyniesieniu na ołtarze całej rodziny. Wspomniał też o najmłodszym dziecku Józefa i Wiktorii Ulmów, które, jak zaznaczył, przychodziło na świat w chwilach męczeńskiej śmierci matki. - Ten niewinny głos chce wstrząsnąć sumieniem społeczeństwa, w którym szerzą się aborcja, eutanazja i pogarda dla życia – podkreślił kardynał.

Hierarcha powiedział, że to miłość bliźniego jest sercem przeżywanej uroczystości. Dlatego, jak dodał, byłoby błędem gdyby ta uroczystość posłużyła jedynie przywoływaniu na myśl terroru oprawców, nad którymi ciąży już osąd historii. - Chcemy natomiast, aby dzisiejszy dzień był dniem radości, ponieważ słowa Ewangelii spisane na papierze stały się dla nas przeżywaną rzeczywistością, która jaśnieje w chrześcijańskim świadectwie małżonków Ulmów i w męczeństwie nowych błogosławionych – mówił kard. Semeraro.

Watykański hierarcha zwrócił uwagę, że w męczeństwie nowych Błogosławionych szczególnie sugestywną rolę odgrywa maleńkie dziecko, która Wiktoria nosiła w swoim łonie, a które, choć nie miało imienia, dzisiaj nazywamy Błogosławionym. To małe, niewinne, dziecko wyśpiewuje teraz chwałę Bogu.

Kard. Semeraro zachęcił też wszystkich, by świadectwo męczeńskiej śmierci rodziny Ulmów wzbudziło szczere pragnienie odważnego życia wiarą i jej wyznawania.

W południe o beatyfikacji rodziny Ulmów przypomniał wiernym na Placu Świętego Piotra w Rzymie, podczas modlitwy Anioł Pański, papież Franciszek. Ojciec Święty zachęcił do naśladowania ich miłości do bliźniego znajdującego się w potrzebie.

- Ta polska rodzina, która stanowiła promyk światła w mrokach II wojny światowej niech będzie dla nas wszystkich wzorem do naśladowania w dążeniu do dobra, w służbie potrzebującym. Brawa dla tej rodziny! – powiedział Franciszek.

To pierwsza w historii Kościoła tego typu beatyfikacja, kiedy na ołtarze wyniesiona jest cała rodzina, w tym dziecko, które nie było ochrzczone. Jak wiemy, chrzest jest konieczny do zbawienia. Dlaczego więc to dziecko jest wynoszone na ołtarze, a więc Kościół uroczyście ogłasza, że jest zbawione i zezwala na jego lokalny kult?

Ten temat obecny jest w teologii od dawna, gdyż teologowie od wieków zastanawiali się nad losem dzieci zmarłych bez chrztu. Zastanawiano się, czy niewinne dzieci, które z różnych powodów nie zostały ochrzczone, idą do piekła. Wielu teologom nie mieściło się to w głowie. Wypracowano więc zasady tzw. chrztu pragnienia i tzw. chrztu krwi. I one właśnie dotyczą najmłodszego dziecka Ulmów.

„Co do chrztu pragnienia możemy mieć stuprocentową pewność, że Czcigodni Rodzice na pewno pragnęli tego, by ich najmłodsza pociecha została ochrzczona, podobnie jak ochrzcili dzieci wcześniej urodzone, ale nie mogli uczynić tego, co chcieliby uczynić, bo zanim dziecko się narodziło spotkała ich męczeńska śmierć. Natomiast w odniesieniu do chrztu krwi wolno nam być przekonanymi, że zostało weń zanurzone najmłodsze dziecko Ulmów, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Świętych Młodzianków z Betlejem, którzy nie dostąpili sakramentu chrztu, a są czczeni w liturgii Kościoła i nikt nie kwestionuje, że cieszą się wizją uszczęśliwiającą” – wyjaśnia a stronie zyciezakonne.pl o. dr hab. Szczepan Praśkiewicz OCD.

Tak więc, najmłodsze dziecko Ulmów otrzymało chrzest pragnienia, okazany w postawie pragnienia rodziców, a także chrzest krwi, bo ono również zostało męczennikiem za wiarę, jak jego rodzice i rodzeństwo.

„Ponadto włączając najmłodsze, jeszcze nienarodzone dziecko Ulmów do beatyfikacji wraz z rodzicami i rodzeństwem, Kościół potwierdza naukę, że życie człowieka rozpoczyna się z chwilą jego poczęcia i tym samym potępia aborcję, tj. zabójstwo dzieci w okresie prenatalnym. Wyłączenie najmłodszego dziecka Ulmów z beatyfikacji mogłoby być błędnie postrzegane, że dla Kościoła życie człowieka liczy się dopiero od jego narodzin, co miałoby bardzo negatywny wpływ na jego nauczanie w kwestii aborcji i mogłoby sugerować przyzwolenie Kościoła na ten straszliwy grzech dzieciobójstwa” – wyjaśnia o. Praśkiewicz.

Przy tej okazji warto odnieść się jeszcze do trzech kwestii. Po pierwsze, pojawiły się głosy, że postawa Ulmów była piękna i heroiczna, ale stanowili oni wśród Polaków absolutny wyjątek. To wielka manipulacja. Nie stanowili wyjątku. Wielu Polaków ukrywało Żydów, wiedząc, że grozi im za to śmierć z ręki Niemców. W samej Markowej również inne rodziny ukrywały Żydów, ale na szczęście nikt ich nie zdradził.

Po drugie, niektórzy pytają, czy Józef i Wiktoria mieli prawo narażać swoje dzieci na ryzyko śmierci, aby od pewnej śmierci ocalić obcych. Ale wówczas – jak pisze ks. Henryk Zieliński w Tygodniku Idziemy – „uzasadnione będzie również pytanie o prawo wydawania na świat dzieci w czasie okupacji, o prawo wychowania dzieci do patriotyzmu w czasie zaborów czy o prawo wychowania dzieci w wierze w czasie religijnych prześladowań. Tylko z ewangelicznej perspektywy można powiedzieć, że mieli prawo. Podejmując ryzyko dla siebie i dla swoich dzieci w imię tego, w co święcie wierzyli, Wiktoria i Józef Ulmowie zapewnili swoim dzieciom to, czego pragnęli dla siebie: świętość.”

„Zamiast o to, jakim prawem Ulmowie narażali swoje dzieci, trzeba pytać o to, jakim prawem Niemcy mordowali niewinne polskie dzieci. To nie Ulmowie są winni śmierci swoich dzieci. Próba osądzania świętych odwraca uwagę od odpowiedzialności zbrodniarzy” – podkreśla ks. Zieliński.

Po trzecie, pojawiła się informacja, że Wiktoria, tuż przed egzekucją, próbowała uciekać. - Może więc wcale nie chciała oddać życia z powodu heroicznej miłości do innych? – pytają podejrzliwi.

Odpowiadając, warto zacząć od tego, że nawet jeżeli uciekała, to w niczym nie umniejsza jej heroicznej postawy. „Byłby to zupełnie zrozumiały, naturalny odruch obronny, podobnie jak naturalna była próba ucieczki w przypadku bł. ks. Popiełuszki – usiłował wydostać się z bagażnika samochodu oprawców i wołał o pomoc. Chrześcijanin ma obowiązek ratowania życia, dopóki jest to możliwe. W przypadku męczenników próba ratowania swego życia nie przekreśla faktu, że pozostają oni wierni do końca ewangelicznym wartościom, za które ostatecznie umierają. Wiktoria również nie rezygnowała ani na chwilę z ofiarnej, heroicznej miłości, dzięki której mogła zostać uznana za błogosławioną” – pisze Milena Kindziuk w Gościu Niedzielnym.