Strona główna  /  Warto przeczytać  /  "Lepiej się żenić czy żyć w celibacie?" - fragment rozmowy

"Lepiej się żenić czy żyć w celibacie?" - fragment rozmowy

 Lepiej się żenić czy żyć w celibacie? Materiał na ten temat przedstawia najnowszy biuletyn Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich.

Publikuje on, za portalem fronda.pl, wywiad z ks. prof. Robertem Skrzypczakiem, teologiem, znawcą nauczania św. Jana Pawła II. Oto fragment tego wywiadu:

- Czy lepiej jest żyć w małżeństwie czy w dziewictwie?

- Ks. prof. Robert Skrzypczak: Kościół podążał dotąd drogą św. Pawła, który uczył, że dziewictwo dla Królestwa Niebieskiego jest stanem lepszym od życia małżeńskiego. Dziewictwo wyprzedza albo zapowiada nasz stan niebiański. Gdy będziemy zbawieni, staniemy się dziećmi zmartwychwstania, nie będziemy się żenić ani za mąż wychodzić. Człowiek będzie całkowicie spełniony w relacji do Pana Boga. A zatem dziewictwo jako zapowiedź tego stanu niebieskiego było zawsze traktowane jako lepsze, podczas gdy małżeństwo uchodziło za symbol życia na tym świecie.

Dziewictwo było w początkach Kościoła całkowitym novum, bo świat starożytny nie znał pozytywnego podejścia do bezżenności. Nieposiadanie męża albo żony traktowano jako stan braku błogosławieństwa. Zwłaszcza w świecie żydowskim podkreślano rolę rodziny. Dziewictwo przyszło razem z Jezusem Chrystusem jako nowy stan, status człowieka przemienionego przez Boga. Sam Jezus pozostał w stanie dziewiczym, nie żeniąc się. To samo mówi się w tradycji apostolskiej o św. Janie.

W Kościele dziewictwo związało się z zakonnym sposobem przeżywania życia chrześcijańskiego. Traktowano je jako radykalną formę życia Ewangelią.

Wielu mężczyzn czy kobiet w stanie dziewiczym, nie zakładając rodziny i rezygnując z życia seksualnego i z relacji z drugą osobą, uchodziło na pustynię. Tam przeżywali swoją relację z Chrystusem, doświadczając w sobie zwycięstwa Chrystusa Zmartwychwstałego. Z czasem powołanie to przeradzało się w formę wspólnotowego przeżywania dziewictwa, zwaną cenobityzmem, utrwalając się w postaci zakonów.

- Teraz jednak Kościół podkreśla wartości małżeństwa...

- Tak, dzisiaj odkrywamy na nowo znaczenie małżeństwa. Znalazło to swój wyraz na Soborze Watykańskim II; specjalny synod małżeństwu poświęcił Jan Paweł II, a papież Franciszek aż dwa synody. Odkrywamy, że małżeństwo jest odblaskiem odkupieńczej relacji Chrystusa do Kościoła.

Tak jak Chrystus pokochał swój Kościół, ludzi, za których przelał swoją krew, tak samo mąż jest zaproszony, by kochać swoją żonę, a żona, by żyć w szacunku i uległości wobec męża. Wszystko to, oczywiście, w Panu

Jezusie: Miłość do Chrystusa jest ostatecznym powodem, dla którego ktoś pozostaje na całe życie ze swoją żoną bądź ze swoim mężem.

- Jak relację między dziewictwem a małżeństwem widział św. Jan Paweł II?

- Jan Paweł II w swoich katechezach o teologii ciała uporządkował tę sprawę, chcąc nadać właściwe znaczenie obu stanom życia, tak małżeństwu, jak i bezżeństwu. Wskazywał, że są to dwie drogi przeżywania swojego życia na obraz i podobieństwo Boga. Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, nosi w sobie znak pochodzenia od Boga. Bóg nie jest samotnikiem, ale miłością, jest relacją osób, które kochają się i oddają się wzajemnie sobie, przyjmując i obdarowując się nawzajem.

Dlatego też życie w sposób podobny do Boga oznacza nie tylko życie inteligentne, świadome i duchowe, ale także życie w relacji. Człowiek może oddać siebie samego z miłości do Boga, akceptując powołanie do życia bezżennego. Może też przeżywać swoje życie jako bezinteresowny dar ofiarowany drugiemu człowiekowi, służąc w ten sposób Bogu i odkrywając w sobie chrystusowy sens miłości, która szuka dobra drugiej osoby, ofiarowuje siebie.

Papież mówił, że te dwie formy życia mają charyzmatyczne znaczenie, odsłaniając pewną głęboką prawdę o człowieku. Życie w małżeństwie odwołuje człowieka do jego początków, do korzeni naszej tożsamości.

Małżeństwo pokazuje, że człowiek pochodzi od Boga, który jest miłością, Trójcą Świętą, dawaniem i przyjmowaniem. Z drugiej strony Jan Paweł II podkreślał, wychodząc z Ewangelii św. Łukasza, gdzie Jezus Chrystus mówił o tych, którzy żyją bez żony bądź męża, że jeżeli ktoś dostaje taki dar życia w Kościele, to dostaje dar proroczy, pokazujący sens życia każdego z nas. Idziemy w stronę nieba, spełnienia życia człowieka w Bogu. Wiemy, dokąd idziemy: Tam, gdzie będzie się żyło miłością. Ostateczne spełnienie w związku z kochającym Bogiem nadaje sens wszystkiemu, co przeżywamy, co cierpimy. Choć życie w stanie bezżennym jest charyzmatem, a więc dotyczy tylko niektórych chrześcijan, nadaje sens każdej postaci ludzkiego życia. Życie w bezżeństwie dla Królestwa Niebieskiego każe nam myśleć, że każdą relację, jaką możemy nawiązać w tym życiu, miłość do kobiety czy mężczyzny, do własnego dziecka, do rodziców, przyjaciół - można traktować jako rodzaj miłości przedostatniej. Jest jeszcze miłość głębsza i cenniejsza. Dziewictwo to rodzaj powołania odwołujący się do najgłębszych warstw ludzkiego pragnienia. Odkodowuje najgłębszą prawdę o każdym człowieku. Każdy z nas, świadomie bądź nie, nosi w sobie dążenie do spełnienia się w miłości Boga. Wszelkie inne rodzaje miłości, fascynacji czy zauroczeń w życiu, są tylko bladą zapowiedzią tego, czym będzie pełne, ostateczne odkrycie miłości Boga. Taki sens ma dziewictwo.

- Tak więc dziewictwo i małżeństwo uzupełniają się?

- Każdy stan życia ma swoje miejsce, bo każdy nosi w sobie pewne przesłanie i przekaz. W ten sposób wzajemnie sobie służymy. Małżonkowie potrzebują osób żyjących w dziewictwie, bo to pokazuje cel, do którego zmierzają. Natomiast celibatariusze potrzebują małżonków, którzy rzucają im światło na początek i tożsamość człowieka. Jedno i drugie znajduje uzasadnienie w Panu Bogu. Jeżeli Pana Boga wykluczy się z tego sposobu rozumowania, to oba sposoby życia można uznać za absurdalne. To zresztą

widzimy: świat oddalający się od Pana Boga staje się w konsekwencji niezdolny do obu tych postaci życia. Ludzie przestają wierzyć w sens nierozerwalnej wiernej miłości, tak samo jak gubią sens życia w czystości. Tymczasem człowiek bez miłości, człowiek wykorzeniony z miłości Boga, zatraca sens swojego życia, zamieniając się w egoistę.

Życie skoncentrowane na sobie, na spełnieniu swoich własnych potrzeb i zachcianek, jest życiem przeklętym. Kto nie kocha, trwa w śmierci.